
Bohaterem ksiazki jest nie tylko sam slynny kucharz, ale i jego zona- oboje juz w podeszlym wieku, na progu smierci, schorowani, pogrozeni w dlugach... Pozostaje jedynie jedna wierna sluzaca Sabine, ktorej slynny mistrz przekazuje tajniki gotowania. Przekazuje jej rowniez ostatnie swoje dzielo- potrawe przygotowana z mysla o zonie, potrawe, ktora mialaby ocalic ja od zapomnienia, ktorej podstawa sa biale trufle.
Ksiazka czytala sie dosc nierowno- fragmenty o gotowaniu, o sztuce kulinarnej zachwycaly. Byla to tez ksiazka o historii, o trudnych czasach, o przyjazni kucharza ze slynna aukorka Sarah Bernhard. Niektore pasaze przytlaczaly, robilo sie tej ogolnoswiatowej historii za duzo, za ciezko. Ogromnie podobalo mi sie zakonczenie i symboliczen znaczenie bialych trufli. Ten wlasnie niezwykly, rzadki i bardzo cenny skladnik Escoffier uczynil najwazniejszym w ostatnim swoim daniu poswieconym zonie. Slawa i warosc polozone na solidnych podwalinach- bo w daniu skomponowanym z prostych skladnikow dopiero wierzcholek to to, co najcenniejsze, ale bez solidnej podstawy pewnie by go w ogole nie bylo. Gdyby nie zona Escofier nie zaszedl by az tak daleko. Zona, z ktora przez wiele lat mieszkali osobno, a ktora wspierala go z daleka przejumjuc ciezar troski o dom, rodzine i wychowania dzieci. Czy jednak to danie rzeczywiscie jest warte niesmiertalnosci? I kto o tym zadecyduje?
Polecam ksiazke nie tylko fascynatom gotowania. Naprawde zajmuje nie tylko w warstwie fabularnej ale i warstwie symbolicznej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz