wtorek, 10 lipca 2018

Córka kucharki

Oto nowa książka - jeszcze cieplutka, jak świeża bułeczka - parę dni temu pojawiła się na księgarskim rynku. Nieprzypadkowo porównałam ją do ciepłej bułeczki, bo jest to powieść kulinarna, o Tosi, przybranej córce słynnej w XIX wieku kucharki i - jak byśmy to dziś nazwali - kulinarnej celebrytki, Lucyny Ćwierczakiewiczowej.




Tosia, wychowana przez tak silną osobowość, jaką była p. Lucyna (często bardzo kontrowersyjna w poglądach i ich oznajmianiu światu) i tak świetną kucharkę, nie miała wyboru: sama została świetną kucharką i zachwycała swym kunsztem rodzinę, jak i znajomych, zarówno w swojej młodości, kiedy łatwo było o znakomitej jakości produkty kulinarne, i kiedy ceniło się sztukę kulinarną, jak i w mrocznych czasach powojennej Warszawy, kiedy jako osiemdziesięcioletnia staruszka, umiała wyczarować pyszności po prostu z niczego.
Bo autorka, Weronika Wierzchowska, prowadzi nas przez dzieje Tosi symulatanicznie, XX wiek jest odskocznią we wspomnieniach Tosi do czasów belle époque.
Książka ta spodobałaby się także wielbicielom kryminałów, bo i te, zarówno sensacyjne, jak i zabawne - jak się okaże - wątki pojawiają sie na kartach powieści. O! i szachiści znajdą coś dla siebie!
Ale wróćmy do kuchni.
Tosia, młoda panienka, z zamożnego mieszczańskiego domu, kończy właśnie pensję, i staje się panną na wydaniu. Słynne obiady wtorkowe, wydawane przez panią Ćwierczakiewiczową, staną się sceną prezentacji Tosi i jej kulinarnych umiejętności. Wyobrażacie sobie tę krzątaninę w kuchni? Te zapachy i aromaty? Opis obiadu zwykłego, opis obiadu weselnego, zakupy na targu... Koniecznie trzeba to przeczytać.
Lektura tej książki sprawiła, że ponownie sięgnęłam do zapomnianej już nieco książki Ćwierczakiewiczowej  "365 obiadów", która gdzieś tam kurzyła się na półce. Wszystkie przepisy, tak barwnie opisane w "Córce kucharki", tu są.
Przyznam też, że być może zweryfikuję swoją pewność co do sposobu przygotowania niektórych potraw... I jedna i druga autorka z taką pewnością siebie twierdzą, że tylko taki a nie inny sposób gotowania jest właściwy. Choćby taki krupnik; matko jedyna, może ja naprawdę źle go gotuję???? Sprawdzę to:)

sobota, 30 czerwca 2018

Lody dla królowej - Anthony Capella

Uwaga, uwaga - próba reaktywacji wyzwania ;)
Zacznę ja, jako główna współorganizatorka, ale mam nadzieję, że przyłączą się i współuczestniczki, a może i dołączą nowe? :)

Ponieważ mam dużo przeczytanych, opisanych już na moim blogu, ale i tych jeszcze nie, książek o tematyce powiązanej bardziej lub mniej z kulinariami, postaram się w ten wakacyjny czas, trochę ich tu przedstawić. Nie obiecuję regularności ;)

 Zaczynamy!



Dwie splecione ze sobą historie, a właściwie przeplatające, przecinające się ścieżki dwóch postaci. Carlo Demirco i Ludwika de Keroualle.

On, z biednej rodziny, zabrany z domu rodzinnego, gdy miał 8 lat przez Persa, który we Florencji zaczął go przyuczać do zawodu cukiernika - wytwórcy lodów. Ona, panna dobrze urodzona, ze starej szlacheckiej rodziny, choć trochę podupadłej. Ich drogi spotkają się na dworze Króla Słońce. On, po różnych perypetiach trafia tam, by uświetniać wykwintne przyjęcia wymyślnymi lodowymi deserami, ona jest oddaną damą dworu bratowej króla Henrietty, inną od innych dwórek, mądrą i stroniącą od wszechobecnej rozpusty i zabaw.

Oboje trafiają w tryby machiny intryg - po nagłej śmierci Henrietty planowany sojusz z Anglią stoi pod znakiem zapytania. Trzeba coś zrobić, żeby król Karol II Stuart nie zerwał tajnego paktu. Ludwik XIV postanawia podarować mu swojego najlepszego 'lodotwórcę' oraz wysłać Ludwikę, by uwiodła króla i sprawiła, by podporządkował się Francji.

Carlo zakochany w Ludwice jest jedyną przyjazną jej osobą na obcym angielskim dworze. Wszyscy pozostali na wszelkie sposoby próbują ja wepchnąć do królewskiego łoża. Ona łudzi się jeszcze, że może zostanie królewską małżonką, bo przecież bardzo dba o swoją cześć i ulec pragnie jedynie po ślubie. Czy Carlo pomoże Ludwice olśnić króla? Czy Ludwika odwzajemnia jego uczucia? Czy dla Karola Ludwika stanie się kimś ważnym, czy kolejną 'zabawką' w kolekcji?

W tle mamy ciekawie ukazane różne sposoby rządzenia. Różne zupełnie społeczeństwa. Wszyscy walczą o wpływy, władzę. Nasilają się niepokoje wśród ludności. Czyż można w czasach, gdy poddani żyją w ubóstwie urządzać tak wystawne bale, poddawać się kaprysom, budować chłodnie, żeby nawet w ten sposób udowodnić, że są rzeczy nietrwałe, ulotne, dostępne tylko wybranym?

Autor prowadzi nas cierpliwie przez meandry królewskich komnat, pałacowe zaułki, parkowe alejki. Ale też i przez pracownie cukierników, podrzędne karczmy, warsztaty pierwszych naukowców.

Ta powieść to też wspaniała historia dążenia do doskonałości. Historia powstania i udoskonalania lodów. Produktu z natury istniejącego tylko przez chwilę. Jest historia powstawania nowych smaków, dodawania coraz bardziej egzotycznych i dziwnych składników, żeby zmienić ich smak. Ale jest również historia powstawania udogodnień i wynalazków, które pomogą dłużej utrzymać lody, poprawić ich konsystencję, czy szybciej i efektywniej mrozić je.

To niezwykle wciągająca historia intryg, zakulisowych rozgrywek, szukania miłości oraz spełnienia, a także odnalezienia swojego miejsca w życiu. Historia ponadczasowa, doskonale rozpisana na dwa głosy. Historia smakowita - te wszystkie opisy przygotowywania lodów, tych wszystkich dodatków, te starodawne przepisy - trudno czytać nie mając lodów pod ręką! ;)

Ludwika de Keroualle to postać prawdziwa, dożyła sędziwego wieku 85 lat! Autor jej postać książkową zbudował na podstawie jej biografii oraz listów ambasadorów i króla Ludwika XIV.  Część wydarzeń naprawdę miała miejsce. Perska technika wytwarzania lodów rzeczywiście była znana już w XVII w. Nazwisko Demirco przewija się w anegdotach o kuchmistrzu służącym Karolowi. Sprawdźcie sami, w jaki fascynujący sposób Anthony Capella te kilka faktów rozwinął w pasjonującą opowieść o ludzkich namiętnościach i stworzył jedną z najciekawszych powieści historycznych.


piątek, 28 kwietnia 2017

Angielskie śniadanie panny Marple



"Hotel Bertram" - kryminał Agaty Christie, którego jeszcze nie czytałam. W rewelacyjnym, moim ukochanym tłumaczeniu Krystyny Bockenheim. Nikt, tak jak p. Krystyna, nie umie oddać angielskiej atmosfery! I moja ulubiona agatkowa bohaterka, znająca ludzką naturę jak mało kto, genialnie tropiąca zbrodnię panna Jane Marple.
            Na zimne ciągle i deszczowe kwietniowe dni - rewelacja!
            A kto by się oparł śniadaniu w eleganckim hotelu, które przyniesiono pannie Marple do pokoju?


Poczytajmy:
            "Panna Marple zamówiła śniadanie. Herbata, jajka w koszulkach, świeże bułeczki. Pokojówka była tak bystra, że nawet nie wspomniała o soku pomarańczowym ani o płatkach zbożowych.
            Pięć minut później podano śniadanie. Wygodna taca, z wielkim, brzuchatym czajnikiem do herbaty, mleko jak śmietanka, srebrny dzbanek wrzątku. Dwa śliczne jajka na grzankach, ugotowane jak trzeba, spora, okrągła porcja masła, z wyciśniętym wzorkiem — kwiatem ostu, zamiast małych, twardych kulek kształtowanych metalową foremką. Marmolada, miód, dżem truskawkowy. Apetycznie wyglądające bułeczki nie były twarde, jak z masy papierowej i pachniały świeżym pieczywem (najpiękniejszy zapach na świecie). Podano też jabłko, gruszkę i banana.
            Panna Marple przecięła jajko delikatnie, ale pewnie. Nie rozczarowała się: wyciekło ciemnozłote żółtko, gęste jak krem. Należycie przyrządzone jajko!
            Wszystko było gorące. Prawdziwe śniadanie!"

Moje jajko w koszulce nie jest tak perfekcyjne.
Bo też ja dopiero zaczynam się w tym kierunku kształcić. Właściwie nigdy dotąd takich jajek nie robiłam.
Niby jest to proste:
trzeba zagotować wodę, lekko ją osolić, wlać 3-4 łyżki octu i zanurzać w tej gotującej się wodzie jajka. Gotować 2-3 minuty.
Problem w tym, że białko lubi się rozlewać po całej powierzchni garnka, nie trzymając się żółtka!
Raz wyjdzie lepiej, raz gorzej.
Ale - jak to mówią: praktyka czyni mistrza:)

wtorek, 14 lutego 2017

Kulinarna książka w sam raz na Walentynki



Drodzy kulinarni pasjonaci!
Dziś dzień prezentów dla osób miłych naszemu sercu, dlatego dla wszystkich miłych czytelników mam kulinarną walentynkę, nową książkę: "Kuchnia na plebanii" Łukasza Modelskiego






Książkę wydało Wydawnictwo Literackie, a jej podtytuł brzmi: 200 tradycyjnych przepisów księżowskich gospodyń. Autor rozmawia z gospodyniami i spisuje przepisy z Kujaw, Małopolski, Śląska, Kaszub, Podlasia, Pomorza i Mazowsza. Czyli jest to również skarbnica przepisów polskiej kuchni regionalnej.
A ten cały tajemniczy nieco, nieznany świat kuchni plebańskiej? Jak pisze autor:
"Przekonanie, że polska, osobliwie prowincjonalna, plebania zachowała tradycyjną kuchnię w jej najbardziej konserwatywnym, pierwotnym kształcie, towarzyszyło mi od dawna. (..) Jeśli miałbym opisać ich kuchnię w dwóch słowach, powiedziałbym: obfitość i prostota. Pamiętam bardzo uczciwe, czterodaniowe obiady, solidne treściwe zupy, ciężkawe, ale starannie przyrządzone mięsa, domowy drób, domowe masło, wszechobecną śmietanę i smak kompotu. Żadnych udziwnień. Kilka lat nosiłem się z zamiarem zanotowania tych plebanijnych przepisów, wiedząc, że to ostatni moment, że dawne domowe gotowanie księżowskich gospodyń wkrótce odejdzie wraz z nimi."

Dla mnie szczególnie cenna jest opowieść z Małopolski, w końcu stąd jestem. W świat kuchni sądeckiej zabiera nas pani Maria Bocheńska, z plebanii w Piątkowej, leżącej nieopodal Nowego Sącza.

Zapraszam do świetnej lektury!