Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marlena de Blasi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marlena de Blasi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2012

Smaki południowej Italii - Marlena de Blasi

Wysłuchawszy zakurzonych wspomnień i nieprawdopodobnych opowieści starych bajarzy o prostych potrawach gotowanych na ognisku, pod gołym niebem, w rozpadającym się szałasie, człowiek musi zadać sobie pytanie, czy ktoś jeszcze dzisiaj je robi.”
Robią i to nie specjalne jednostki wybrane by zachować dziedzictwo narodowe tylko cały kraj – słoneczna Italia. Teraz również i My możemy kontynuować tradycję w zaciszu własnych domostw dzięki Marlenie de Blasi. 
Długo zwlekałam z napisaniem tej recenzji. Dlaczego? Powód banalny... Gotowałam. Spędziłam z tą książką wiele godzin w mojej kuchni i muszę przyznać, że każdy przepis zabierał mnie do nieba a nawet wyżej.
Przedstawione historie pełne są poczucia humoru, miłości, historii i wiedzy geograficznej. Widać jak bardzo te dziedziny są połączone a właściwie nierozerwalne. 
Podoba mi się, że treść podzielona jest na regiony. One są szczegółowo scharakteryzowane, dołączone są mapki Przyzwyczaiłam się do tego, że książki kucharskie mają zdjęcia. Ta nie ma i o dziwo nie jest to jej minusem, bowiem język, jakim posługuje się pani Marlena, sposób, w jaki opisuje potrawy daje więcej wrażeń niż wszystkie fotografie przedstawiające jedzenie tego świata. Wielki plus za to, że zostawiono oryginalne nazwy przepisów a te polskie napisano drobniej pod nimi, użyto też do tego innej czcionki. 
Na zachętę dodam jeden z moich ulubionych przepisów, który cenie ze względu na wiele możliwości zastosowania. Może być pastą do grzanek jak i sosem do makaronu. 


Ricotta Forte – Ricotta z przyprawami
3 rybki anchois przechowywane w soli
3 szklanki pełnotłustego sera ricotta
¼ szklanki grappy lub koniaku
2 małe, wysuszone czerwone papryczki chili, rozgniecione lub ½ -2/3 suszonej i pokruszonej papryczki chili
3 duże ząbki czosnku, obrane i rozgniecione
1/3 szklanki kaparów przechowywanych w soli, opłukanych i osuszonych
Opłucz anchois. Usuń główki i ości, osusz rybki papierowym ręcznikiem.
W misce blendera wyposażonego w stalowe ostrze zmiksuj ricottę z grappą na jednolitą masę. Przełóż do innej miski. W moździerzu rozkrusz papryczki chili z czosnkiem i anchois na pastę. Zmieszaj ją z ricottą i dodaj kapary.
Przełóż ricottę do dużego kamionkowego garnka lub do kilku mniejszych naczyń utrzymanych w rustykalnej stylistyce, przykryj je szczelnie folią spożywczą i wstaw na noc do lodówki, aby doszło do połączenia wszystkich wspaniałych, uzupełniających się smaków.
Buon appetito!

   O tej pozycji można pisać wiele superlatyw. Prawda jest jednak taka, że kiedy spróbujecie przygotować, choć jedno danie proponowane przez Autorkę (np. cytowany przeze mnie przepis na Ricotta Forte) dowiecie się, że nie ma słów by oddać stan, w którym będziecie się znajdować.

*Cytat i przepis pochodzą z książki " Smaki południowej Italii" Marleny de Blasi, Wydawnictwo Literackie

Recenzja została wcześniej opublikowana na blogu Miss Jacobs Library

Lavinia i jej córki. Toskańska opowieść - Marlena de Blasi


Toskania. O tym rejonie napisano całe oceany książek, a mimo to nadal chętnie do nich sięgam i czytam z zapartym tchem. Sama nazwa zawiera w sobie obietnicę pysznego jedzenia, ogrzewających promieni słonecznych i bezwarunkowej przyjaźni. Właśnie to można znaleźć w książce Marleny de Blasi, choć niekoniecznie podane na złotej tacy.

Remont domu, który należy do Marleny i jej ukochanego wenecjanina, właśnie dobiega końca. Wraz z odejściem robotników kończy się stukanie, zmniejsza się ilość kurzu do sprzątania, nie ma kogo gościć przy stole. Teoretycznie to sytuacja idealna dla pisarki, ale wraz z całym zamieszaniem odeszła też wena. Postanawia, więc spakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy i wyprowadzić do skromnej chatki w jednym z toskańskich lasków. Pisanie tam jest tylko przykrywką dla spacerowania na pobliski targ, zrywania pobliskich dobrodziejstw natury i przede wszystkim dla rozmów z tajemniczą Lavinią, właścicielką jednego z tamtejszych gospodarstw. To ona pokazuje, że toskańczycy są ludźmi z krwi i kości, niekoniecznie miłymi, a już na pewno nie przekupnymi. Swoimi wspomnieniami powraca aż do czasów okupacji niemieckiej i okrucieństw, jakie przynosi ze sobą wojna. Jej dociekliwe pytania zmuszają Marlenę do zastanowienia się nad sobą, istotą związku i szczęścia. Niekiedy te wspólne rozmowy przypominają prawdziwa bitwę, toczoną na poważnie i bez przebaczenia, gdzie do końca nie wiadomo, kto zwycięży i jaka będzie wygrana.

Książka napisana w sposób ciepły, choć z małą dawką goryczy dla równowagi. Akcja napisana w punkt; rozdziera serce czytelnika by po chwili przynieść mu ukojenie. Są wzloty i upadki, rozstania i powroty, narodziny i śmierć. Trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej chwili.

Widać ogromny szacunek i wdzięczność jaką Marlena obdarzyła nestorkę rodu. Wzniosła ją na podium i pozwoliła grać pierwsze skrzypce, sama zaś zadowoliła się kilkoma przerywnikami, które pozwoliły Lavinii odetchnąć i nabrać sił na kolejne scenowe zmagania.

Mój egzemplarz jest z każdej strony obklejony karteczkami, które kierują do fragmentów opisujących przyrządzanie potraw. Choć nie ma tu dokładnych przepisów, to można pokusić się na eksperymenty; bo przecież gotowanie to jedna wielka zabawna. Dzięki toskańskiej opowieści możemy delektować się – przynajmniej w wyobraźni – m.in. smażonymi kiełbaskami moczonymi w winie, riccottą z miodem kasztanowym i świeżym pieprzem, jabłkami smażonymi w winnym cieście i maczanymi w cukrze z rumem. Marlena pokazuje, że gotowanie i jedzenie to nie tylko czynność służąca egzystencji, to przede wszystkim styl życia.

Mogłabym napisać, że panie zbyt szybko przypadły sobie do gustu i właściwie nie wiadomo, dlaczego to właśnie Marlenie Lavinia zechciała powierzyć swoje sekrety. Tylko po co? Tego rodzaju powieści powstają – co zresztą sama autorka w książce przyznaje - dla osób, które poszukują emocji konkretnego rodzaju. Chcemy widzieć tą wielką włoską rodzinę, która zasiada do stołu; mieć pewność, że niezależnie od dzielących ich poglądów, zawsze pójdą za sobą w ogień. Marzymy by móc znaleźć się kuchni, gdzie w jednym garnku miesza się przeszłość z teraźniejszością, a wokół unosi się iście niebiański zapach. Zaś przy każdym końcu pragniemy być częścią tego nieokiełznanego i fascynującego chaosu, jaki zawsze towarzyszy toskańskim – i nie tylko – rodzinom.


Podsumowując:
Książka idealna dla tych, którzy szukają odskoczni od dnia codziennego. Pyszne jedzenie połączone z sentymentalną podróżą do przeszłości i fascynacyjącą teraźniejszością.

Recenzja została wcześniej opublikowana na blogu Miss Jacobs Library