niedziela, 15 lipca 2012
Amore i amaretti. Opowieść o miłości i jedzeniu w Toskanii - Victoria Cosford
Recenzja książki znajduje się na moim blogu
W książce można znaleźć przepisy na:
Spaghetti alla puttanesca
Salsa di coniglio
Spinaci con olio aglio e peperoncino
Baccala alla fiorentina
Pomarola
Penne z ricottą i szpinakiem
Biscotti di prato
Tiramisu all'arancia
Acciugata
Sarde al beccafico
Fettuccine po leśnemu
Grigliata mista di verdura
Salsa alla norma
Crostata di frutta
Torta della nonna
Salsa erbe
Małe grzanki z salami, koprem i dodatkiem fig
Sernik cytrynowy
Risotto ai carciofi
Schiacciata all'uva
Zabaglione
Czekoladowe ciasto truflowe
Szarlotka
Pollo Fritto
Fettunta al cavolo nero
Radicchio al forno
Fagioli lessi
Ciasto czekoladowe z orzechami laskowymi
Peposa all'imprunetana
Chyba to zrozumiałe, dlaczego uważam, że "Amore i amaretti" to praktyczna książka o jedzeniu :) Naprawdę sporo przepisów na dania różnego rodzaju i smaku.
wtorek, 10 lipca 2012
Sklepik z Niespodzianką. Bogusia - Katarzyna Michalak
Sklepik z niespodzianką to powieść Michalak, którą przeczytałam bezpośrednio po Poczekajce. Znowu wpadłam w może nie sielski, ale prowincjonalny klimat Pogodnej, miasteczka położonego niedaleko Kołobrzegu. Tytułowa Bogusia to dziewczyna po studiach na ogrodnictwie, która po zawodzie miłosnym w Holandii wraca do ukochanych rodziców. Jednak zanim dojedzie do Warszawy, po drodze trafia do Pogodnej, która przypadła jej do serca. W tym miasteczku postanawia otworzyć sklepik, gdzie wbrew początkowym zamiarom nie będzie sprzedawać kwiatów, ale przedmioty tzw. kurzołapkami. Po kupnie i remoncie uroczej kamienicy, jej plany o sklepie modyfikują się i prócz sprzedawania porcelanowych aniołków i akwarelek, Bogusia zajmuje się przygotowaniem czekolady na gorąco w różnych smakach dla klientów, do której dodaje kawałek upieczonego ciasta.
Znowu bohaterką jest niepoprawna romantyczka, która szuka miłości, szuka ideału mężczyzny, jakim jest jej ojciec. Bogusia pragnie założyć rodzinę taką kochaną, w jakiej się wychowała (może nie do końca, bo nie chce przesłodzić życia swoim pociechom). W Pogodnej spotkać można malarza, który mierzy siebie jak Picassa, cudowną weterynarz, która pomoże każdej zwierzęcej istocie, a której męża nikt w mieście nie lubi, księdza Jana, który rozkręci zabawę na czekoladowym festynie, rodzinę rybaków, która kryje mroczną historię, emerytowaną psycholożkę Stasię, której pomoc będzie niezwykle owocna, a także "tap madl" z Ameryki, która postanowiła wrócić w rodzinne strony i zakręcić się wokół miejscowego artysty. Przy takiej obsadzie możemy mieć gwarancję, że lektura nie będzie nudna, a raczej zajmująca przyjemnie kilka godzin, podczas których naprzemiennie z uśmiechem i z napięciem będziemy czytać losy książkowych bohaterów. Uwielbiam takie klimatyczne powieści. Na poprawę humoru i relaks po pracy - serdecznie polecam.
A w środku możemy znaleźć słodkie przepisy na:
Ptysie z kremem karpatkowym polewane białą i mleczną czekoladą
Trójsernik
Białą czekoladę imbirową
Gorzko-słodka czekolada z chili
Ciasto drożdżowe "Pogadaj do mnie"
Szybkie i proste powidła śliwkowe
Sernik królewski
Podczas lektury nieraz ciekła mi ślinka...
piątek, 15 czerwca 2012
Słodkie pieczone kasztany, Aleksandra Seghi
Słodkie pieczone kasztany Aleksandry Seghi chciałam kupić zaraz jak
się pojawiły. Jednak nim zdążyłam kliknąć, dzięki Maniczytania (dziękuję :)), trafił do mnie egzemplarz recenzyjny od Świata Książki
To niezwykła książka – nie dlatego, że Autorka żyje w Toskanii od
wielu lat, ani dlatego, że ma poczucie humoru, ale dlatego, że to
połączenie przewodnika, pamiętnika i książki kucharskiej. Nie powieść z
kuchnią w tle, ani przewodnik z wtrąceniami, ale właśnie takie trzy w
jednym. I bardzo żałuję, że nie miałam jej rok temu, gdy sama
powędrowałam do Toskanii
(co prawda nie trafiłam do Pistoi, ale do Florencji, Lucci i kilku
innych miejsc – jak najbardziej tak) – pewnie skosztowałabym jeszcze
więcej potraw i może trafiła w więcej miejsc?
Toskania, jak i południe Francji, ma niezwykłą atmosferę (choć nie będę kryć, że na razie bardziej urzekła mnie Umbria, ale to chyba kwestia atmosfery bliższej tej francuskiej, która wiele lat temu mnie urzekła). Tworzą ją niewątpliwie widoki i zapachy, ale przede wszystkim ludzie i kuchnia. Chleb, pomidory, makaron i oliwa smakują tam niezwykle i jakoś niesamowicie spójnie, na każdym kroku (choć i słono mocno, co mnie zaskoczyło). I te właśnie składniki przewijają się przez całą książkę, oddając atmosferę poszczególnych miejsc.
Bardzo mi się podobały opisy tradycji, targów i zwyczajów, wyjaśnienie pewnych różnic kulturowych (jak choćby obchody Dnia Kobiet, czy Wielkanocy). To kwestie ściśle związane z tamtejszym życiem, pokazujące mieszkańców jako niezwykle aktywnych i zaangażowanych, a przy okazji – wyjaśniające zachowania tamtejszych mieszkańców, ich podejścia do poszczególnych aspektów życia i samych siebie. To także część będąca wskazówką kiedy i gdzie warto zajrzeć.
Atutem Słodkich pieczonych kasztanów jest zdrowe, nieprzesłodzone podejście do życia i samej Toskanii, jakie nierzadko można odnaleźć w poświęconych tej krainie książkach. Znajdziemy tu wiele zachwytów, ale i kwestie drobnych rozczarowań, lekkich szpilek i przytyków. To pokazanie Toskanii od kuchni w pełnym tego słowa znaczeniu.
To, czego mi brakło, to index przepisów – jest ich bardzo wiele, a brak spisu powoduje, że próbując odnaleźć ten jeden, określony, muszę przekartkować całą książkę. Druga kwestia to czasem lekko urywane wątki – w niektórych rozdziałach pojawiają się na chwilę, by zniknąć bezpowrotnie. Nie rozwala to jednak książki, raczej zostawia pewien niedosyt.
Na koniec – rewelacyjnym uzupełnieniem całości są przepiękne zdjęcia. Szczególnie te pokazujące potrawy – nie powstydziłaby się ich żadna książka kucharska
To niezwykła książka – nie dlatego, że Autorka żyje w Toskanii od
wielu lat, ani dlatego, że ma poczucie humoru, ale dlatego, że to
połączenie przewodnika, pamiętnika i książki kucharskiej. Nie powieść z
kuchnią w tle, ani przewodnik z wtrąceniami, ale właśnie takie trzy w
jednym. I bardzo żałuję, że nie miałam jej rok temu, gdy sama
powędrowałam do Toskanii Toskania, jak i południe Francji, ma niezwykłą atmosferę (choć nie będę kryć, że na razie bardziej urzekła mnie Umbria, ale to chyba kwestia atmosfery bliższej tej francuskiej, która wiele lat temu mnie urzekła). Tworzą ją niewątpliwie widoki i zapachy, ale przede wszystkim ludzie i kuchnia. Chleb, pomidory, makaron i oliwa smakują tam niezwykle i jakoś niesamowicie spójnie, na każdym kroku (choć i słono mocno, co mnie zaskoczyło). I te właśnie składniki przewijają się przez całą książkę, oddając atmosferę poszczególnych miejsc.
Bardzo mi się podobały opisy tradycji, targów i zwyczajów, wyjaśnienie pewnych różnic kulturowych (jak choćby obchody Dnia Kobiet, czy Wielkanocy). To kwestie ściśle związane z tamtejszym życiem, pokazujące mieszkańców jako niezwykle aktywnych i zaangażowanych, a przy okazji – wyjaśniające zachowania tamtejszych mieszkańców, ich podejścia do poszczególnych aspektów życia i samych siebie. To także część będąca wskazówką kiedy i gdzie warto zajrzeć.
Atutem Słodkich pieczonych kasztanów jest zdrowe, nieprzesłodzone podejście do życia i samej Toskanii, jakie nierzadko można odnaleźć w poświęconych tej krainie książkach. Znajdziemy tu wiele zachwytów, ale i kwestie drobnych rozczarowań, lekkich szpilek i przytyków. To pokazanie Toskanii od kuchni w pełnym tego słowa znaczeniu.
To, czego mi brakło, to index przepisów – jest ich bardzo wiele, a brak spisu powoduje, że próbując odnaleźć ten jeden, określony, muszę przekartkować całą książkę. Druga kwestia to czasem lekko urywane wątki – w niektórych rozdziałach pojawiają się na chwilę, by zniknąć bezpowrotnie. Nie rozwala to jednak książki, raczej zostawia pewien niedosyt.
Na koniec – rewelacyjnym uzupełnieniem całości są przepiękne zdjęcia. Szczególnie te pokazujące potrawy – nie powstydziłaby się ich żadna książka kucharska
czwartek, 7 czerwca 2012
Magiczny ogród - Sarah Addison Allen

"Magiczny ogród" połknęłam w jedno popołudnie, tak bardzo dałam się wciągnąć w historię dwóch sióstr (dwie siostry - słowa klucze również kolejnych dwóch przeczytanych przeze mnie książek) z zaczarowanego ogrodu.
Dlaczego ogród jest zaczarowany? Rośnie w nim magiczna jabłonka (chociaż tego, jakie siły w niej drzemią nikt do końca nie wie), a mieszkanki domu, z rodu Waverleyów, obdarzone są również "dziwnymi" mocami.
Claire, starsza i bardziej stateczna z sióstr, od początku przyjęła swoje dziedzictwo i swój dar - znajomość ziół i kwiatów i wykorzystywanie tego w gotowaniu, pieczeniu, przygotowywaniu nalewek itp. Sydney z kolei nie podobało się małe miasteczko i to, że jej rodzina jest "inna", uciekła więc z niego przy nadarzającej się okazji.
Czy jednak można uciec od przeznaczenia? Co sprawiło, że po wielu latach zupełnie niespodziewanie Sydney wkracza z powrotem w uporządkowany świat Claire? Czy siostry znajdą porozumienie?
Naprawdę doskonałe to czytadło dla kobiet. Mamy tu i miłość, i pojednanie, i wybaczenie, i pogodzenie się ze sobą, ludzkie tragedie, ludzkie słabości, trudny temat przemocy w rodzinie. Świetnie nakreślone bohaterki - moją ulubioną stała się staruszka Evanelle, również z rodu Waverleyów, która miała bardzo ciekawy dar -otóż czuła nieprzepartą potrzebę dawania ludziom różnych prezentów, najdziwaczniejszych zresztą. Po co je dawała - tego nie wiedziała, te osoby na początku też - ważne było to, że zawsze się do czegoś przydawały :)
Dodatkowy ogromny plus dla mnie to znakomicie odmalowane małe miasteczko. I krajobraz, i społeczność, i relacje międzyludzkie - cudowne, czułam się, jakbym tam była i mieszkała. Autorka potrafiła stworzyć świat, w którym obecna była magia taka nierealna, ale i magia zwyczajnego życia.
Książka staje na półce moich ulubionych na chandrę, autorka dołącza do grona tych, których czytam w całości (już zakupiłam jej nowo wydaną u nas "Słodki zapach brzoskwiń" i poluję na "Królową słodyczy"), a Was gorąco do niej zachęcam!
A, i recenzja znajdzie się również na blogu wyzwania "Literatura palce lizać" - tyle się w niej kulinarnie dzieje! Claire to mistrzyni wypieków i potraw "kwiatowych", prawie czuje się przez kartki smakowite zapachy :) A na końcu książki znajdziemy miniprzewodnik z kuchennego zeszytu Waverleyów - jakie rośliny do czego można wykorzystać ;)
Przepisów w niej brak, ale w czasie czytania ciągle myśli się o jedzeniu :)
środa, 30 maja 2012
Krzysztof Mazurek "Podroz na lisciu bazylii"
Po ksiazke siegnelam zachecona recenzja w jakiejs gazecie dla pan. I rzeczywiscie: jest to ksiazka osadzona w nurcie literatury dla kobiet. Choc pojawiaja sie w niej tez watki podroznicze, mocno dzis popularne watki kulinarne, a nade wszystko kryminalna afera! Acha i oczywiscie romans- wszystko napisane calkiem zgrabnie i gladko- podobal mi sie nieco "zadumany" styl autora. Dobre czytadlo na popoludniowe gorace godziny. Z przyjemoscia czytalam opisy wloskich miast, czy greckich wysp. Sama pewnie niezbyt szybko sie tam wybiore ;) Watek kryminalny naprawde "zgrabny" i jak dla mnie bardzo czytelny, a brak czytelnosci i nadmierne skomplikowanie fabuly to, niestety, w wielu wspolczesnych kryminalach powazna wada. Happy end moze troche na wyrost, ale czemu wlasciwie nie??? Fajne czytadlo :)O tresci: Marinna, bibliotekarka po trzydziestce wygyrywa konkurs kulianarny i w nagrode wyjezdza do Toskanii, gdzie z grupka innych zwyciezcow pod okiem Giorgia- kuchennego mistrza- zglebia tajniki wloskiej kuchnii. Z Giorgiem zbiliza ja pokrewienstwo dusz, a moze szansa na cos wiecej, wspolnie spedzaja wieczory dyskutujac o kuchni i o zyciu... Pewnego ranka jednak Giorgio zostaje znaleziony martwy na podlodze swej kuchni. Marianna byla osoba, ktora jako ostatnia widziala go zywego. Postanawia zglebic zagadke jego smierci- czy nie "zaplatana" jest w to sycylijska mafia? Wraz z Marianna podrozujemy do Bolonii, Genui, na Sycylie, do Grecji a potem w okolice Krakowa. Podrozujemy tez w czasie :)
Polecam! I jeszcze raz napisze: fajne czytadlo! :)
poniedziałek, 28 maja 2012
"Herbaciarnia pod Morwami" i sernik z wiśniami
Wydawnictwo "Ksiąznica" kieszonkowa
Katowice 2006
Beletrystyka, literatura współczesna.
Magia zadziałała już przy stronie 39 ,przeczytajcie też:
" Dzisiaj sernik przybrany był wiśniami.Przełknęła ślinkę.Pysznił się tuż przed nią ,oddzielony tylko szkłem.Olbrzymie prawie czarne wiśnie, z których lśniący sok spływał na bladozółte ciasto.Sadie telepatycznie wezwała obsługę ,ale Daniel i Penny zajęci byli w kuchni i minęło długie jak wieczność trzydzieści sekund,zanim ktoś wreszcie podszedł do lady.Zamówiła dwa kawałki sernika,dwie duże gałki lodów waniliowych z bitą śmietaną oraz czekoladowe cappuccino.Wyszeptała Danielowi zamówienie niczym szpieg zdradzający tajemnicę państwową.Podczas gdy Penny grzała mleko w ekspresie,Sadie usiadła w kącie,twarzą do ściany ,i czekała z żołądkiem ściśniętym z niecierpliwości.Rzuciła sę na sernik ,jakby miał ją ocalić od śmierci glodowej ...
...Teraz każda komórka w ciele Sadie odprężała się błogo ,a gorąca kawa ze śmietanką całowała jej usta...
... Sernik z wiśniami topniał na języku,wypełniając jej pustą jazń kulinarną ekstazą.Z rozkoszą przymknęła oczy.Przełknąwszy ostatni kęs,wydała głebokie westchnienie ulgi.To było fizyczne spełnienie." *
Czytając ten fragment przepadłam z kretesem , od tej pory miałam przed oczami tylko sernik z wiśniami. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie ilości drożdżówek pochłonęłam do tej pory przy tej książce, do tego szarlotka mi się śniła po nocach a teraz jeszcze ten sernik! Zatem odłożyłam na półkę książkę licząc na to że z czasem apetyt zmaleje. Gdzie tam. Na dodatek wczoraj przeglądałam "Kobietę i życie" no i zajrzałam również do przepisów a tam ...
przepis na sernik z owocami (Tak mogą być wiśnie !!!) i kruszanką. Póki nie upiekę mogę zapomieć o czytaniu.
Przepis na sernik u mnie na blogu. Zapraszam, Obiecuję też w pózniejszym terminie zdjęcie owego sernika i jak zakładam kolejne przepisy z tej książki lub pod jej wpływem znalezione.
niedziela, 6 maja 2012
Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie - Małgorzata Kalicińska

Z moich "archiwów" blogowych :)
Książka - zbiór felietonów pisanych przez panią Małgorzatę do "Bluszcza". Każdy z nich opatrzony jest króciutkim wstępem opisującym okoliczności powstania danego felietonu, a zakończony jest przepisem kulinarnym na bardzo różne dania.
Felietony są z przymrużeniem oka, dużą dozą humoru, celnymi obserwacjami z życia, nierzadko poruszają naprawdę poważne kwestie. Wśród poruszonych tematów mamy między innymi czytanie książek, stosunki damsko-męskie, alkoholizm, podejście do tradycji świątecznych czy szacunek do drugiego człowieka.
Najbardziej podobały mi się - "Maestra", "Pollywood", "Pierwiastek kwoczyzmu" i "Kobieta w urzędzie, czyli niedostosowana jestem".
Muszę przyznać, że bliskie jest mi wiele poglądów autorki, z niektórymi natomiast nie do końca się zgadzam. Ale w pełni, w stu procentach popieram jej postulat z ostatniego felietonu - o tym, żeby przygotować sobie plany i marzenia na starość - po to, aby mieć życie dla siebie i nie żyć nadopiekuńczo życiem swoich dzieci.
Na poprawę humoru, zwłaszcza, jeśli nie macie dużo czasu na czytanie - polecam podczytywanie sobie tych krótkich historyjek.
A tu wykaz przepisów:
- Wielki Głód! A ja nie mam obiadu... (coś z niczego - makaron z tym, co w domu)*
- Ruskie dla leniuchów
- Pomidorówka, czyli Mariański cud
- Baaardzo polskie (i trochę czeskie, i słowackie) kluseczki
- Koreańska zupa ziemniaczana, a po naszemu kapuścianka na kościach! Wspaniała na zimne dni
- Zdrowy puchar (deser - coś w rodzaju koktajlu)*
- Dla urody (talerz warzyw)*
- Zupa cebulowa
- Ojejku! Zupa cytrynowa!
- Warzywny wywar znakomicie imitujący rosół
- Zapomniane szare renety jako dodatek do pieczeni
- Zapomniana całkiem - pasta jajeczna jak w przedszkolu
- Symfonia smaków (sałatka ze świeżych warzyw)*
- Kartoflanka
- Grasica cielęca
- Papryka faszerowana - bezmięsna
- Strucla ziemniaczana
- Babeczki z pasztetem na gorąco
- Co zrobić, gdy się jest w kraju, w którym śledzi solonych brak?
- Pikle do niezdrowych mięs tłustych
- Zdrowa kolacyjka we dwoje (awokado z łososiem i nie tylko)*
* przypisy w nawiasach - moje
Subskrybuj:
Posty (Atom)


