wtorek, 23 grudnia 2014

The Christmas Bake Off

źródło
czyli duże zamieszanie w małej mieścinie.

Wszyscy mieszkańcy Skipley są bardzo podekscytowani. Na ich doroczny Konkurs Wypieków Świątecznych po raz pierwszy przyjedzie znany juror z telewizyjnych programów  kulinarnych - Joe Carmichael.

Katie od roku prowadzi własną, wymarzoną cukiernię i dopiero od niedawna wie, że da radę się utrzymać i spłacić kredyt wzięty na otwarcie sklepu. Marzy o byciu zauważoną przez Carmichaela, tym bardziej, że znany jest on z wspierania odkrytych przez siebie nowych talentów kulinarnych.

Dla Rachel to debiut w konkursie - może być dumna z piernikowej chatki, przygotowanej według sprawdzonego przepisu teściowej. Decyzja o wzięciu udziału w rywalizacji to próba zrobienia czegoś dla siebie, udowodnienia przede wszystkim sobie samej, że potrafi coś osiągnąć w życiu.

John również debiutuje w świątecznym współzawodnictwie - i to pomimo całkowitego braku jakiegokolwiek talentu kulinarnego. Jego motywacja związana jest z pewną kasztanowłosą trzydziestolatką.

Nadchodzi 23 grudnia i mieszkańcy Skipley gromadzą się w miejscowym domu kultury wokół stołów zastawionych babeczkami, tortami, piernikami i ciasteczkami.
Po uroczystym rozpoczęciu konkursu, jurorzy próbują świątecznych wypieków, komentując rozpływające się w ustach przysmaki. Pełen oczekiwania nastrój zostaje jednak raptownie zepsuty, gdy okazuje się, że dwa spośród zgłoszonych ciast, zostały przez kogoś celowo "doprawione". Po stwierdzeniu sabotażu oburzony celebryta nie przebiera w słowach i opuszcza Skipley. Zdruzgotani uczestnicy zostają z przykrą zagadką do wyjaśnienia. Ale może jednak z całego zamieszania wyniknie coś dobrego? W końcu to już prawie Boże Narodzenie...


The Christmas Bake Off to gratisowe na brytyjskim amazonie, krótkie opowiadanie (nowelka?), pełne świątecznych zapachów i emocji, dość przewidywalne, ale sympatyczne. W sam raz jako krótki przerywnik w świątecznych przygotowaniach.

Na końcu autorka zamieściła dwa przepisy na ciasteczka - Cynamonowe Gwiazdki i Waniliowe Księżyce. Kusi mnie, żeby wypróbować pierwszy z nich :))


Abby Clements, The Christmas Bake Off, Quercus, 2012, Kindle Edition.

czwartek, 18 grudnia 2014

Katarzyna Michalak, Sklepik z Niespodzianką. Bogusia

 Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Bogusia
Seria: Sklepik z Niespodzianką
Tom: I
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Ilość stron: 314

Zdjęcie pochodzi z tej strony.


     Uwielbiam małe miasteczka i charakterystyczną dla nich społeczność. Bo choć tam każdy o każdym wszystko wie i ciągle jest się na "świeczniku", to z drugiej strony w takich miejscach łatwiej pozyskać pomoc, wsparcie czy zwyczajną troskę. Ludzie są tam bardziej życzliwi, przyjaźni i bliscy. Wiem o czym mówię, bo gdy byłam małą dziewczynką każde lato, a będąc nastolatką nawet każdy weekend, spędzałam u babci na wsi. Tam czułam się dobrze, mogłam być sobą nie bojąc się, że ktoś wykluczy mnie z grupy, bo nie robiłam tego co inni, czy nie nosiłam markowych ciuchów. Wszędzie czułam się bezpieczna o każdej porze dnia i... nocy. Wiedziałam, że nie jestem anonimowa tak jak w mieście. Tutaj moje zniknięcie zauważyliby może najbliżsi sąsiedzi z klatki, ale z pozostałej części bloku to już na pewno nie, a co dopiero mówić o reszcie osiedla. Dlatego też tak dobrze czuję się czytając książki polskich autorek, zamieszczających akcję swych powieści w takich małych miasteczkach. Z sentymentem wspominam Bujany czy Malownicze.
      Wcale się nie dziwię, że Bogusia, bohaterka pierwszego tomu trylogii "Sklepik z Niespodzianką" szukając własnego miejsca na Ziemi wybrała właśnie Pogodną. Urocze miasteczko, niedaleko Kołobrzegu, przyjęło ją z otwartymi ramionami. Bardzo życzliwi ludzi z miejsca jej we wszystkim pomogli, dla nich to normalne działanie/zachowanie i nie wyobrażają sobie by mogło być inaczej. Dziewczyna wracając do Polski z pracy w Holandii przejeżdża przez Pogodną i dostrzega wiadomość o wynajmie sklepu przy rynku. Wiedziona instynktem zatrzymuje się by sprawdzić ofertę. Zawsze marzyła o otwarciu własnej kwiaciarni, więc może to właśnie los sprawił, że wracała właśnie tą drogą i dostrzegła to konkretne ogłoszenie. Jej spontaniczna decyzja o zatrzymaniu się w Pogodnej zaważyła na całej przyszłości. Bohaterka szybko dostrzega uroki życia prowincjonalnego, zaprzyjaźnia się z energiczną Adelą (radną Pogodnej), Lidką (miejscową weterynarz) i Stasią (bardzo mądrą życiowo kobietą). Szybko okazuje się, że nie wszystkie plany da się tak łatwo z realizować, więc z pomocą swoich nowych znajomych modyfikuje je i otwiera... sklepik z Niespodzianką :) Więcej zdradzać nie chcę, choć dzieje się tam bardzo dużo, trudno odłożyć książkę choć na chwilę, bo za każdym razem oznaczałoby to przerwanie w jakimś bardzo ciekawym momencie.
     Polubiłam Bogusię całym sercem, to szczera, życzliwa dziewczyna, może nieco nieśmiała i zagubiona, ale zdeterminowana do tego by wreszcie w swym życiu coś zmienić. Ustatkować się i zacząć żyć "na swoim". Na całe szczęście odnajduje wsparcie w swoich nowych przyjaciółkach i znajomych. Przez te kilka tygodni, które Bogusia spędziła w Pogodnej sama poczułam się jak mieszkanka tego miasteczka. Dobrze poznałam ryneczek, okoliczne uliczki, pola i lasy, i oczywiście stary dworek. Idealnie wpasowałam się w miejscową społeczność i wspólnie z nią uczestniczyłam w festynie i nie tylko. Najbardziej jednak lubiłam pogaduszki z Lidką, Adelą i Stasią, dokładnie czułam smak aromatycznej herbaty i zapach świeżego ciasta. Było cudownie. Brakuje mi tych spotkań strasznie, dlatego czym prędzej sięgam po drugą część trylogii.
      Muszę jeszcze wspomnieć o nie lada gratce, którą stanowią zamieszczone w książce przepisy na smakowite słodkości w dodatku opatrzone zabawnymi komentarzami autorki! Znajdziemy tu między innymi receptury na białą czekoladę imbirową, gorzko-słodką czekoladę z chili, mleczną czekoladę malibu, sernik trójsmak czy pyszne ptysie. Dosłownie palce lizać!

niedziela, 30 listopada 2014

N. M. Kelby "Białe trufle"


"Białe trufle" przeczytałam w ramach odreagowania po "Klanie czerwonego sorga" ( lekturze, jakby to ująć: wymagającej ). Obie książki są totalnie różne, ale mają jeden wspólny element: sugestywny język silnie oddziałujący na naszą wyobraźnię.
Godziny spędzone z książką Nicole Mary Kelby okazały się być przyjemnie spędzonym czasem, acz odradzam tę powieść osobom będącym na diecie - bo może być jeszcze trudniej! Uczciwie ostrzegam!

 Bohaterem "Białych trufli" pisarka uczyniła bowiem  Augusta Escoffiera - najsłynniejszego mistrza klasycznej kuchni francuskiej. Autora licznych książek kucharskich, propagatora idei  piątego smaku ( smaku najwyższego, który Japończycy nazywają umami, a co znaczy: głęboki, pełny, wyśmienity ). Mistrza kulinarnego, pracującego w wykwintnych restauracjach, a jednocześnie pomysłodawcy konserwowania żywności w puszkach, a nawet produkcji zup w proszku.

A  czytelników, którzy nie  bardzo interesują się kulinariami - może zaciekawi fakt, że Escoffier wygrał swoją żonę w billard. Małżeństwo okazało się być bardzo trwałe ( nie wnikam czy  szczęśliwe) i to  nawet mimo długoletniej rozłąki, spowodowanej pracą zawodową Escoffiera w Anglii.

Sędziwy Escoffier wraca do domu,w którym czeka na niego  umierająca żona. Delphine ma jedno wielkie  pragnienie - chce by  mąż nazwał jej imieniem jedną ze swoich potraw,  ale  Escoffier wydaje się być na prośby żony kompletnie  nieczuły. Jak więc go do tego skłonić? - właśnie  w tym momencie Nicole Mary Kelby zaczyna  opowieść.

 I nie ukrywam, że nad stronami książki unosi się pewien smutek,poczucie przemijania - wszak zarówno Escoffier jak i Delphine zdają sobie doskonale sprawę z faktu, iż oboje znajdują się już u kresu życia. Nie ujmuje  to jednak w żaden sposób książce lekkości i smakowitości. Słowo smakowitość należałoby tutaj wyraźnie i grubo podkreślić.

Bo "Białe trufle" są bardzo smakowite i pobudzają apetyt. Dosłownie. Opowieść o legendarnym kucharzu  Francji ( choć pewnie on sam nazwałby siebie "cusinier" ) sprawia, że nasze ślinianki zaczynają żyć własnym życiem. A poczułam to bardzo wyraźnie  przy opisie  ulubionych ( podobno)   sardynek Emila Zoli:
 "Świeżych. Doprawionych solą, pieprzem i oliwą z oliwek, a potem opiekanych nad żarzącymi się węgielkami z pędów winorośli! Gdy sardynki są jeszcze wilgotne, układa się je w kamionkowym naczyniu natartym czosnkiem. Całość dopełnia świeża pietruszka i oliwa z Aiź. Voila!"
 Nie mam bladego pojęcia, dlaczego moje ślinianki tak żywiołowo zareagowały akurat na opis  pieczonych sardynek ( ryby lubię, ale bez przesady ) - a nie jakiegoś deseru, a przecież uwielbiam  słodkości! Choć jak sobie teraz myślę, to dosyć znamienne, że wybrały jedną z najprostszych  potraw wspomnianych w książce, a nie  salade mignon czy delice de foie gras  przykładowo.  Wygląda na to, że moje ślinianki i ja mamy podobne zapatrywanie na jedzenie i gotowanie - ma być smacznie, niezbyt pracochłonne i na miarę naszego wspólnego,  skromnego budżetu.

A wracając do książki. Czy polecam ? - polecam. Jeśli lubicie jeść, gotować lub czytać - a przynajmniej jedną z tych rzeczy m u s i c i e przecież lubić -  sięgnijcie po "Białe trufle". A kończąc już - gdybym chciała porównać powieść N.M. Kelby do posiłku, na który miałabym zaprosić gości, to  pewnie nie byłby to wystawny  trzydaniowy obiad, ale coś lekkiego i łatwego w przygotowaniu. Może  podwieczorek ? Ale, ale... - tu dopadła mnie nagła wątpliwość  - bo czy jada się jeszcze podwieczorki ?! Szczerze mówiąc:  nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że jednak rozumiecie, co chcę powiedzieć ( coś w ten deseń : nie nastawiajcie się na wystawną ucztę, ale na mile spędzony czas przy małym co nieco ).
W każdym razie życzę: Smacznego !

Fragmentów książki czytanej przez Beatę Tyszkiewicz można posłuchać tutaj .

Moje wrażenia opublikowałam wcześniej na swoim blogu.

piątek, 14 listopada 2014

Do trzech odlicz!

źródło
Czy matematyka kojarzy się z dobrą zabawą? Niestety większość i dzieci, i dorosłych chyba ma zupełnie inne skojarzenia, a przecież naprawdę nie musi tak być. Grzegorz Kasepke postawił sobie zadanie - pokazać, że matematyka nie jest nudna.

Na początek poznajemy przybory geometryczne. Zabawna historyjka o pierwszym dniu w tornistrze przedstawia dziecku linijkę, ekierkę, cyrkiel, bo temperówkę, flamastry, czy kredki zna przecież każdy przedszkolak - później możemy sprawdzić, czy uda nam się odgadnąć rozwiązania kilku zagadek.


Znając już bohaterów, z ciekawością przeczytamy dlaczego linijka nie wyszła za mąż, kto wygra zawody w liczeniu i co poradzi pan doktor, gdy zgłosi się do niego cyrkiel, narzekający na zawroty głowy.


str. 21

A może wybierzecie się ze stonogą na zakupy? Przyda się jej pomoc przy wyborze nowych butów. Jeśli jednak sklep obuwniczy nie jest spełnieniem waszych marzeń, zapraszamy do spożywczego sklepiku osiedlowego - tylko nie pomylcie kilogramów z litrami, bo po wizycie Zuzy pani sprzedawczyni popłakała się ze śmiechu - choć w sumie to nie wiem, dlaczego. Przecież każdy, nie tylko dziecko, chętnie kupiłby pół tony cukierków, prawda?

Każde dziecko zrozumie też radość uczniów z choroby nauczycieli - szczególnie wtedy, gdy był zapowiedziany sprawdzian z matematyki i dyktando z języka polskiego. Dobra wiadomość idzie jednak w parze z tą niezbyt dobrą - na zastępstwo przychodzi nowy nauczyciel - pan Marek.

- Wyciągnijcie karteczki! - pan Marek uśmiechał się promiennie.
- W kratkę czy w linię? - jęknęła Zuza.
Pan dyrektor wyszedł, żeby nie słuchać jęków i narzekań.
- Obojętne - powiedział pan Marek.
- Jak to obojętne?! - oburzył się Przylaszczko. - Będzie dyktando czy sprawdzian z matmy?!
- I to, i to... - wyjaśnił osłupiałej klasie pan Marek. [1]

Ciekawe czy poradzilibyście sobie z zadaniami przygotowanymi przez nowego nauczyciela.

Zabawne opowiadania przeplatane są łamigłówkami i zagadkami, znajdziecie tu też labirynt, który z powodzeniem pokonają tylko ci, którzy umieją szybko liczyć oraz grę planszową, po której będziecie mistrzami tarczy zegarowej.

Świetna jest także wizyta w Szkole Bojaźni i Straszenia, czyli w szkole dla duchów, w której również naucza się matematyki. 

str. 42


Moimi ulubionymi są jednak opowiadania, których bohaterem jest syn autora - Kacper. Nie mogło ich tu zabraknąć, skoro pomysł książki narodził się w efekcie wspólnych - taty i syna, zmagań matematycznych.

Grzegorz Kasdepke udowadnia, że odrabianie lekcji z matematyki nie musi być nudne, ba może być nieodparcie zabawne, a także... smaczne. I stąd post o tej książeczce tutaj :)

str. 17

Wypróbowaliśmy - ciasteczka nie przetrwały do następnego dnia!




Do trzech odlicz! jest świetną pozycją do czytania razem z pierwszoklasistą, gdyż w niektórych zadaniach-zabawach przeciętny siedmiolatek może potrzebować pomocy. Troszkę starszy uczeń będzie się dobrze bawił samodzielnie. A ciasteczka matematyczne polecamy dla całej rodziny! :)


[1] Grzegorz Kasdepke, Do trzech odlicz! Zabawy matematyczne. Wydawnictwo Literatura, Łódź 2008, str. 34
Ilustracje Beata Zdęba

niedziela, 19 października 2014

Wiśniowy Klub Książki - Ashton Lee




Kolejna książka, przeczytana w ubiegłym roku :) To zresztą jedna z wielu wydanych w takiej miłej poręcznej kieszonkowej wersji przez Między Słowami powieść 'kulinarna' - wiem, bo kolekcjonuję je namiętnie :)

A co do samej książki - to moje ulubione klimaty - małe amerykańskie miasteczko, społeczność niewielka, ale z charakterystycznymi typami ludzkimi. Młoda bibliotekarka Maura Beth walczy o to, by rada miejska nie zamknęła biblioteki, a pomysłem na jej uratowanie jest właśnie klub książki. Przeplatają się historie uczestników spotkań klubowych, pojawiają się ciekawe dyskusje o lekturach (zwłaszcza "Przeminęło z wiatrem" - hmm, interesująca szczególnie pod kątem tego, kim jesteśmy - Scarlett czy Melanie, mnie chyba bliżej do Scarlett a Wam?), nadchodzą też niespodziewani sprzymierzeńcy. Dodatkowo są również 'wstawki' kulinarne - w końcu na takich spotkaniach trzeba również jeść, a jeśli przyjaciółka głównej bohaterki prowadzi restaurację, to wiadomo, czym to się kończy :) Ciepła, spokojna, kojąca - idealna książka na zły nastrój.

Mam nadzieję, że wydawnictwo się popisze i kolejne części (bo w założeniu ma być pięć, druga już w USA wydana, trzecia chyba na dniach) też się u nas ukażą.

A w książeczce znalazło się również na końcu kilka przepisów:

- łatwiuteńkie spaghetti z kurczakiem Bekki Broccoli (Becca Broccoli to jedna z postaci występujących w książce - prowadząca program kulinarny)
- mrożona sałatka owocowa Connie McShay
- budyń zapiekany z sherry Periwinkle Lattimore
- poncz z wiśniami i colą / poncz limonkowy Bekki Broccoli
- pomidorowe tymbaliki z kremowym serkiem Periwinkle Lattimore
- tort czekoladowo-wiśniowy Maury Beth
- cytrynowe / limonkowe ciasto pana Parkera Place'a

poniedziałek, 29 września 2014

"Abel i Kain" - bardzo smakowity kryminał retro

źródło
Gorące lato roku 1900.
Jan Morawski, wraz z nieodłącznym kamerdynerem Mateuszem, przyjeżdża do Wielkopolski, by wziąć udział w rodzinnej uroczystości w majątku swego przyjaciela Tadeusza Tarnawskiego.

Tymczasem, krótko po pogrzebie (zmarłej po wydaniu na świat martwego dziecka) młodej pani Ponińskiej, w pałacu w Stępowie dochodzi do kolejnej tragedii. Najstarszy syn, świeżo owdowiały, przyszły dziedzic majątku, zostaje zastrzelony. Pruska policja aresztuje młodszego brata ofiary. Senior rodu, pomimo poszlak, nie wierzy w winę syna i pokładając jedyną nadzieję w Morawskim, prosi go o pomoc.

Jan i Mateusz udają się do majątku Adama Ponińskiego, który swym charakterem i sposobem bycia przywodzi Morawskiemu na myśl rzymskiego patrycjusza. Onieśmielający, prawy i bezkompromisowy ma jednak jedną słabość - arbitralnie narzucił synom życiowe role, a ukochanego pierworodnego idealizował, tak, że nie był w stanie dostrzec jego prawdziwego charakteru. A Adam-junior, w rzeczywistości będąc człowiekiem podłym i prowadzącym hulaszczy tryb życia, zręcznie nie wyprowadzał ojca z błędu. Co więcej, nikt z domowników nie śmiał pozbawić starszego pana złudzeń.

Rozmowy z Ponińskim nie wyjaśniają za wiele Janowi. Ordynat uważa, że starszy syn nie miał wrogów, zaś młodszy na pewno nie zabił brata. Nieco więcej światła na relacje między braćmi rzuci rezydent - wieloletni przyjaciel pana domu - Tercjusz Drojewski, ale i on nie jest z Janem do końca szczery.
Szczupły i wysoki, dumny Adam - senior oraz Tercjusz, poczciwy sybaryta, uważany przez niektórych za lenia i obżartucha, który nie pogardzi żadnym posiłkiem, pod warunkiem, że nie zawiera zbyt wielu warzyw, zaś z owoców lubi jedynie winogrona, to dopiero początek bogatej galerii domowników i sąsiadów majątku w Stępowie.

niedziela, 28 września 2014

Kuchnia filmowa - Paulina Wnuk




Spróbuję wreszcie ponadrabiać zaległości - bo książek takich, że 'palce lizać' przeczytałam i czytam sporo ;) Jeszcze kilka z przeczytanych w tamtym roku mi zostało. Ta jest jedną z nich :)
 
Najpierw poznałam bloga Pauliny Wnuk - "From movie to the kitchen", bardzo szybko go polubiłam, bo łączy dwie z trzech moich ulubionych rzeczy :) Gdy tylko więc został "wydany" w formie książkowej, szybko trafił w moje ręce. I książka spełniła oczekiwania - piękne zdjęcia, krótkie ciekawe noty o filmach napisane przez Piotra Czerkawskiego oraz świetnie dobrane do filmowych bohaterów potrawy - do filmów miłosnych, komedii, fantasy, dramatów, animowanych, familijnych, gangsterskich, kryminalnych, sensacyjnych, polskich i thrillerów.

Wypróbowałam na razie tylko jeden przepis, za to już wielokrotnie ;) To gorąca czekolada z piankami z filmu "Holiday" - pycha! Na pewno spróbuję jeszcze kilku - kusi mnie zwłaszcza niebieska zupa Bridget ;), tarta czekoladowa Minny, pudding z Shire i ciasto czekoladowe.

A poniżej na zachętę lista przepisów ;)

Filmy miłosne:
- smażone krewetki z sałatką z ogórka i mango ("Kobieta na topie" - świetny film kulinarny!)
- trufle czekoladowe ("Czekolada")
- spaghetti cacio e pepe
- spaghetti alla carbonara (obydwa - "Jedz, módl się i kochaj")
- kanapka croque-monsieur ("To skomplikowane")
- creme brulee ("Amelia")
- gorąca czekolada z piankami ("Holiday")
- kanapka z peklowaną wołowiną ("Kiedy Harry poznał Sally")
- suflet serowy ("Sabrina")

Komedie:
- sernik nowojorski ("Przyjaciele")
- wołowina po burgundzku ("Julie i Julia")
- gazpacho ("Kobiety na skraju załamania nerwowego")
- zupa porowa ("Dziennik Bridget Jones")
- muffiny z borówkami
- minipizze z kurczakiem (obydwa - "Gotowe na wszystko")
- drink Cosmopolitan ("Seks w wielkim mieście")

Filmy fantasy:
- lembas / chleb elfów
- pudding z Shire (obydwa - "Władca pierścieni")
- cytrynowe ciastka Sansy
- chleb wilkor / razowe scones (obydwa -"Gra o tron")
- butterbeer / piwo kremowe
- pieczeń wieprzowa ciotki Petunii (obydwa - "Harry Potter)
- koktajl krewetkowy ("Sok z żuka")

Dramaty:
- placek z wiśniami ("Miasteczko Twin Peaks")
- bliny Demidoff
- baba rumowa / baba au rhum (obydwa - "Uczta Babette")
- smażony kurczak
- tarta czekoladowa Minny (obydwa - "Służące")
- stek z polędwicy wołowej
- tarta limonkowa (obydwa - "Dexter")
- strudel z jabłkami ("Bękarty wojny")
- domowe masło orzechowe ("Joe Black")

Filmy animowane:
- lasagne alla Bolognese ("Garfield")
- zupa Remy'ego
- ratatouille Remy'ego (obydwa - "Ratatouille")
- spaghetti z klopsikami ("Zakochany kundel")

Filmy familijne:
- pancakes / amerykańskie naleśniki
- ciasto czekoladowe pani Trunchbull (obydwa - "Matylda")
- sos czekoladowy ("Charlie i fabryka czekolady")
- makaron z żółtym serem ("Kevin sam w domu")

Filmy gangsterskie / kryminalne / sensacyjne:
- sos do spaghetti alla Clemenza ("Ojciec chrzestny")
- cheeseburger / kahuna burger
- 5$ shake (obydwa - "Pulp fiction")
- Vesper martini ("Casino royale")
- White Russian ("Big Lebowski")

Filmy polskie:
- krem sułtański ("Dziewczyny do wzięcia")
- makowiec ("Magnat")

Thrillery:
- sałatka z sercem wieprzowym ("Hannibal")
- paszteciki z mięsem ("Sweeney Todd. Demoniczny golibroda z Fleet Street")