Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - magdalenardo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - magdalenardo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

Katarzyna Michalak, Sklepik z Niespodzianką. Bogusia

 Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Bogusia
Seria: Sklepik z Niespodzianką
Tom: I
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Ilość stron: 314

Zdjęcie pochodzi z tej strony.


     Uwielbiam małe miasteczka i charakterystyczną dla nich społeczność. Bo choć tam każdy o każdym wszystko wie i ciągle jest się na "świeczniku", to z drugiej strony w takich miejscach łatwiej pozyskać pomoc, wsparcie czy zwyczajną troskę. Ludzie są tam bardziej życzliwi, przyjaźni i bliscy. Wiem o czym mówię, bo gdy byłam małą dziewczynką każde lato, a będąc nastolatką nawet każdy weekend, spędzałam u babci na wsi. Tam czułam się dobrze, mogłam być sobą nie bojąc się, że ktoś wykluczy mnie z grupy, bo nie robiłam tego co inni, czy nie nosiłam markowych ciuchów. Wszędzie czułam się bezpieczna o każdej porze dnia i... nocy. Wiedziałam, że nie jestem anonimowa tak jak w mieście. Tutaj moje zniknięcie zauważyliby może najbliżsi sąsiedzi z klatki, ale z pozostałej części bloku to już na pewno nie, a co dopiero mówić o reszcie osiedla. Dlatego też tak dobrze czuję się czytając książki polskich autorek, zamieszczających akcję swych powieści w takich małych miasteczkach. Z sentymentem wspominam Bujany czy Malownicze.
      Wcale się nie dziwię, że Bogusia, bohaterka pierwszego tomu trylogii "Sklepik z Niespodzianką" szukając własnego miejsca na Ziemi wybrała właśnie Pogodną. Urocze miasteczko, niedaleko Kołobrzegu, przyjęło ją z otwartymi ramionami. Bardzo życzliwi ludzi z miejsca jej we wszystkim pomogli, dla nich to normalne działanie/zachowanie i nie wyobrażają sobie by mogło być inaczej. Dziewczyna wracając do Polski z pracy w Holandii przejeżdża przez Pogodną i dostrzega wiadomość o wynajmie sklepu przy rynku. Wiedziona instynktem zatrzymuje się by sprawdzić ofertę. Zawsze marzyła o otwarciu własnej kwiaciarni, więc może to właśnie los sprawił, że wracała właśnie tą drogą i dostrzegła to konkretne ogłoszenie. Jej spontaniczna decyzja o zatrzymaniu się w Pogodnej zaważyła na całej przyszłości. Bohaterka szybko dostrzega uroki życia prowincjonalnego, zaprzyjaźnia się z energiczną Adelą (radną Pogodnej), Lidką (miejscową weterynarz) i Stasią (bardzo mądrą życiowo kobietą). Szybko okazuje się, że nie wszystkie plany da się tak łatwo z realizować, więc z pomocą swoich nowych znajomych modyfikuje je i otwiera... sklepik z Niespodzianką :) Więcej zdradzać nie chcę, choć dzieje się tam bardzo dużo, trudno odłożyć książkę choć na chwilę, bo za każdym razem oznaczałoby to przerwanie w jakimś bardzo ciekawym momencie.
     Polubiłam Bogusię całym sercem, to szczera, życzliwa dziewczyna, może nieco nieśmiała i zagubiona, ale zdeterminowana do tego by wreszcie w swym życiu coś zmienić. Ustatkować się i zacząć żyć "na swoim". Na całe szczęście odnajduje wsparcie w swoich nowych przyjaciółkach i znajomych. Przez te kilka tygodni, które Bogusia spędziła w Pogodnej sama poczułam się jak mieszkanka tego miasteczka. Dobrze poznałam ryneczek, okoliczne uliczki, pola i lasy, i oczywiście stary dworek. Idealnie wpasowałam się w miejscową społeczność i wspólnie z nią uczestniczyłam w festynie i nie tylko. Najbardziej jednak lubiłam pogaduszki z Lidką, Adelą i Stasią, dokładnie czułam smak aromatycznej herbaty i zapach świeżego ciasta. Było cudownie. Brakuje mi tych spotkań strasznie, dlatego czym prędzej sięgam po drugą część trylogii.
      Muszę jeszcze wspomnieć o nie lada gratce, którą stanowią zamieszczone w książce przepisy na smakowite słodkości w dodatku opatrzone zabawnymi komentarzami autorki! Znajdziemy tu między innymi receptury na białą czekoladę imbirową, gorzko-słodką czekoladę z chili, mleczną czekoladę malibu, sernik trójsmak czy pyszne ptysie. Dosłownie palce lizać!

środa, 9 lipca 2014

Michalina Kłosińska - Moeda, Kochaj i jedz, Brazyliszku

Autor: Michalina Kłosińska - Moeda
Tytuł: Kochaj i jedz, Brazyliszku
Wydawnictwo: Replika
Miejsce i rok wydania: Zakrzewo, 2014
Ilość stron: 198 + "Ekstrasy" (bonus)

Zdjęcie pochodzi z tej strony.

           W Noczniku, wsi niedaleko Świebodzina mieszka dwudziestoletnia Edyta. Dziewczyna pracuje w miejscowym barze o obiecującej nazwie Copacabana. Jednocześnie marzy o gorącym klimacie Brazylii, temperamentnym chłopaku i zimnych drinkach na słonecznej plaży w cieniu palmy. Jej marzenia to zwyczajne mrzonki, bo niby jak - ona - zwyczajna dziewczyna z "zapyziałej" wioski mogłaby przeżyć taką egzotyczną przygodę? Okazuje się jednak, że czasem nawet najśmielsze plany mogą się ziścić.... choć nie zawsze dokładnie tak, jak sądziliśmy :) Życie bywa przewrotne i w ciągu kilku miesięcy może zmienić się o 180 stopni. W książce główną bohaterką jest Edyta, ale tak naprawdę to historia całego Nocznika. Wątek miłosny jest przewidywalny i oczywisty, ale jednocześnie bardzo przyjemny i ciepły, pozytywnie nastraja i cieszy. Wątek obyczajowy pokazuje polską, nieco śmieszną rzeczywistość - wiejską społeczność i jej zwyczajowe zachowanie, typowo polską życzliwość, ale i zawieść, gdy komuś powodzi się lepiej... Całą tę historię mogę sobie śmiało wyobrazić w zupełnie innej wsi, w innym rejonie Polski, gdzie spędzałam każde wakacje w dzieciństwie.Wszędobylscy sąsiedzi, ciekawość tego co się dzieje na innych podwórkach, ogromne poruszenie i plotki przy każdym nietypowym wydarzeniu. To także ogromne poczucie wspólnoty, wzajemna pomoc i wsparcie oraz troska. 
      Cieszę się bardzo, że autorka, choć w zamiarze mając stworzenie lekkiej powieści, w sam raz na oderwanie się od rzeczywistości tak dobrze przygotowała się do napisania tej książki. Mamy tu bardzo sympatyczną historię miłosną, rozbudowane tło powieści i egzotyczne smaczki. Całość okraszona jest ciekawostkami dotyczącymi brazylijskich zwyczajów, tradycji i przepisów kulinarnych. Może i jest to bajka, ale jakże piękna i odprężająca! Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki :)
      Świetna powieść romantyczno - obyczajowa z dużą dawką humoru. Brazylijski klimat sprawia, że nawet polska wieś staje się ciekawym, egzotycznym miejscem. Gorąco polecam wszystkim kobietom. Książka idealnie nadaje się na szybką poprawę nastroju, może być substytutem gorących wakacji i przyjemną odskocznią od codzienności. Książka idealnie wpasowała się w atmosferę tegorocznego Mundialu... w Brazylii.
*********************

W książce znajdują się liczne wzmianki 
na temat brazylijskich potraw, deserów i drinków.
W specjalnym dodatku znajdziemy szczegółowe przepisy na:
- Caipirinha (drink) - s. 209
- Feijoanda (danie mięsne z fasolą) - s. 211
- Cafezinho ("zabójcza" kawa) - s. 214
- Sok z arbuza, ogórka i cytryny - s. 215
- Gengibirra Babci Geni (alkohol) - s. 216
- "Pacoca" z fistaszków (słodka przekąska) - s. 219
- Abacatada (coś z awokado i mleka) - s. 220
- Quindim (słodkości) - s. 221
- Negrinhos (słodkości) - s. 223
- Branquinhos (słodkości) - s. 225
Dodatkowo zamieszczono przepis inspirowany tradycją brazylijską na herbatniki maślane 
- Maślinda - s. 203

Te wszystkie słodkości zapowiadają się bardzo ciekawie :)
.... i kalorycznie!

wtorek, 17 czerwca 2014

Maria Kordykiewicz, Smak kamienicy

Autor: Maria Kordykiewicz
Tytuł: Smak kamienicy
Wydawnictwo: Novae Res
Miejsce i rok wydania: Gdynia 2014
Ilość stron: 112



      Kamienica przy ulicy Dworcowej w Chojnicach nie jest zwykłym budynkiem, których niezliczoną ilość mijamy każdego dnia. Ten dom ma duszę. Jego ściany przesiąknięte są niezwykłymi, rodzinnymi wspomnieniami kilku pokoleń rodziny Kreftów (z której wywodzi się autorka).
    Maria Kordykiewicz snuje niespieszną opowieść historii rodzinnej sięgającej 1928 roku kiedy to w kamienicy zamieszkali dziadkowie Autorki. Losy rodziny w czasie wojny, zwłaszcza te dotyczące jej ojca Pawła, a także późniejsze gdy Paweł założył własną rodzinę. Są też własne wspomnienia Autorki.
      Książkę przeczytałam w maju, ale ze względu na kłopoty z komputerem dopiero teraz mogę napisać opinię. Szkoda, że wcześniej nie zrobiłam tego chociażby "na brudno", bo umknęło mi związanych z nią wiele myśli i doznań i nie umiem teraz nazwać moich pierwszych wrażeń. Z całą pewnością jest to piękna książka o przywiązaniu, miłości, szacunku i wartościach rodzinnych. Czytając, czułam się trochę tak jakbym oglądała film o rodzinie. Wszystko widziałam dokładnie i wyraźnie. Jednak to coś więcej. Słyszałam szmer rozmów, chichot dzieci, a także czułam smaki i zapachy. Czułam jakbym była częścią tej rodziny, i czułam się dobrze.
      Język, którym posługuje się autorka jest bardzo przystępny. Książka zawiera również fotografie rodzinne. Treść książki uzupełniają przepisy na tradycyjne, domowe potrawy co jest bardzo miłym dodatkiem. Znajdziemy tu między innymi przepisy na zupę klopsikową, kurę w potrawce, śledź w śmietanie po kaszubsku, szmurowaną kapustę, plińce, golce, krem cytrynowy.
    Książkę polecam wszystkim, którzy lubią wszelkiego rodzaju wspomnienia, listy, pamiętniki. Lektura "Smaków kamienicy" na pewno Was nie zawiedzie.

Wybrane przepisy:
- zupa klopsikowa - s. 81
- kura w potrawce - s.53 (to zupełnie nie znana mi wersja z rodzynkami!)
- szmurowana kapusta - s. 96
- plińce - s. 83
- cytrynowy krem - s. 54

      

czwartek, 14 marca 2013

Sarah Addison Allen, Słodki świat Julii


Autor: Sarah Addison Allen
Tytuł: Słodki świat Julii
Seria: Zaczytaj się
Wydawnictwo: ZNAK
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Ilość stron: 318
Wersja kieszonkowa


Zdjęcie pochodzi z tej strony.

   
     W pierwszych chwilach z książką poczułam się mocno skonsternowana. Nastawiłam się na słodką bajeczkę o nieszczęśliwej miłości Julii i jej spektakularnym happy endem. Jednak pierwsze kartki książki wprowadziły pewien chaos. Kim do diabła była Emily pojawiająca się już na pierwszej stronie??? Szybko jednak przewartościowałam swoje oczekiwania i było coraz lepiej. Moje wymagania nie były wygórowane, ale...
     Emily to córka Dulcie - "gwiazdy" czasów szkolnych w małej miejscowości Mullaby. Po śmierci matki przenosi się do ojca kobiety, swojego dziadka, o którym istnieniu nie miała wcześniej pojęcia. Julia to sąsiadka Vanca. Kobieta "po przejściach". Teraz jako dojrzała kobieta postępuje ostrożnie. Wróciła do rodzinnego miasteczka tylko po to, by spłacić długi zmarłego ojca. Nie zamierza wracać tu na stałe. Z miejscem tym kojarzą jej się bardzo złe wspomnienia. Gdy była młodą dziewczyną nie potrafiła odnaleźć się po śmierci matki. Powstałej w ten sposób pustki nie potrafiła wypełnić jej macocha Beverly oraz coraz bardziej dystansujący się ojciec. Dziewczyna by zwrócić na siebie uwagę buntowała się zarówno wyglądem, jak i zachowaniem. Taki stan rzeczy nie ułatwiał jej kontaktów z rówieśnikami. Zwłaszcza z jednym - Sawyerze - w którym była potajemnie zakochana. Aż do pewnej nocy, gdy zmuszona do wyjazdu do szkoły z internatem zrozpaczona uciekła na szkolne boisko, by posiedzieć w ciszy w swym ulubionym miejscu na trybunach...
     Z całą pewnością książka nie przypomina słodkiej bajeczki, choć jednak kończy się happy endem (i to potrójnym). Najlepiej czytało mi się środek książki, gdy poznałam przeszłość Julii, "zobaczyłam" jak Emily próbuje wpasować się w społeczność Mullaby. Jednocześnie drażniły mnie tu podchody Julii i Sawyera, lecz tajemniczość miasteczka i sekrety jego mieszkańców wyciągnęły znów powieść na "plus". Takie huśtawki odczuć i doznań towarzyszyły mi właściwie przy całej treści. Momentami nie potrafiłam oderwać się od książki, to znów miałam ochotę rzucić nią w kąt, lecz ostatecznie znów powracałam zachęcona chęcią poznania zakończenia historii. Zakończenie... hmmm... mocno przesłodzone. Jak dla mnie za dużo lukru! Poza tym pomijając paranormalne zjawiska dotyczące poświaty, tapety czy choćby suszarki to zdarzenia, które miały być prawdziwe i rzeczywiste także były przerysowane i naciągane. Trudno to wyjaśnić nie zdradzając szczegółów z życia bohaterów i zakończenia.
    Nawet nie wiem czy książka mi się podobała. Książkę czytało się dobrze, ale autorka przesadziła z wątkami, magią i finałem historii. A wątek pieczenia i cudowne właściwości zapachu towarzyszącego pieczeniu ciast wydaje mi się wciśnięty na siłę.

   Sądziłam, że w książce pojawi się więcej informacji na temat kulinariów. Wzmianki o magicznym działaniu zapachu ciasta, który sprowadza bliskich do domu, czy tradycje związane z barbecue to za mało. Przyznaję - czasem ciekła mi ślinka, zwłaszcza gdy Julia wypisywała na tablicy nazwy ciast dnia, czy podczas festynu barbecue, gdy niemal czułam zapach pieczonego mięsa. Z powodzeniem można to było rozwinąć lub zamieścić kilka przepisów na wymienione smakołyki.

czwartek, 10 stycznia 2013

Renata Kosin, Bluszcz prowincjonalny


Autor: Renata Kosin
Tytuł: Bluszcz prowincjonalny
Wydawnictwo: Replika
Miejsce i rok wydania: Zakrzewo 2012
Ilość stron: 403
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Zdjęcie pochodzi z tej strony.

      Dla Anny strata męża burzy cały jej dotychczasowy świat. Kobieta nie potrafi odbudować swojego życia. Za namową siostry wyjeżdża wraz z dziećmi - 17-letnią Amelką i 10-letnim Frankiem do rodzinnego miasteczka, gdzie nadal mieszkają jej rodzice. Bujany to urocza miejscowość na Podlasiu. Tam czas płynie wolniej niż w Warszawie, ludzie są mili i życzliwi, wspierają się nawzajem. Anna z wielkim trudem  powraca "do świata żywych". Odnawia stare znajomości z czasów liceum, angażuje się w pomoc dla zwierząt w "Przystanku", który prowadzi jej przyjaciółka Agnieszka. Po pewnym czasie nabiera sił i odzyskuje wiarę w siebie. Nie jest już "bluszczem", który nieustannie potrzebuje podpory, by wspinać się wyżej. Celowo nie opisuję szczegółowo fabuły, bo coraz to nowe zdarzenia ukazujące się w książce to prawdziwa przyjemność dla czytelnika. Ja się nią delektowałam, smakowałam powoli. Każdy nowy wątek musiałam przemyśleć i analizować.
     Powieść jest niesamowita! Czuję się tak, jakby książka powstała specjalnie dla mnie! Jest tam wszystko to co kocham. Małe miasteczko, przyjaźni ludzie, zawsze wspierająca się rodzina, niepowtarzalny klimat, tradycje, wspaniałe zapachy, dobra kuchnia, a nawet... scrapbooking! Do tego wszystkiego książka jest "prawdziwa", nieprzerysowana, nieprzesadzona, bardzo prawdopodobna i co najważniejsze osadzona w polskich realiach. Nawet zakończenie autorka wybrała takie, które jest najbardziej właściwe. Wszystko tu jest genialne!
     Anna i jej rodzina to wspaniali ludzie, ich więzi są bardzo silne, a miłość i troska zauważalne są na każdym kroku. W tych czasach, gdy każdy zajęty jest własnymi sprawami i chęcią osiągnięcia sukcesu to rzadko spotykane. Dzięki wsparciu rodziny Anna staje na nogi i na powrót zaczyna żyć. Jednak to nie wątek główny z Anną na czele tak mnie zachwycił, to wszystkie wątki poboczne - historia Agnieszki, ciąża Bożeny, smutek Arturka, "Przystanek" i wiele innych. Autorka napisała wspaniałą książkę, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach. Jej plastyczny język, wyjątkowe opisy pozwoliły mi spędzić lato w Bujanach i uczestniczyć w tych wszystkich niezwykłych wydarzeniach. Anna wraz z całą społecznością miasteczka stała mi się bardzo bliska. Pani Renata Kosin w swojej książce przemyca też informacje dotyczące niespotykanej gościnności, tradycji i kultury podlaskiej, poznajemy między innymi niesamowity jarmark w Kiermusach i Miejsce Mocy. Czy ktoś z Was wiedział, że na Podlasiu sprzedaje się jajka parami albo po co przed każdym z domostw, zaraz przy ulicy stoi ławka? 
     W tym roku miałam okazję przeczytać kilka bardzo dobrych książek, jednak ta zdecydowanie jest najlepsza. Żałuję, że się skończyła. Chętnie przeczytałabym kolejną historię toczącą się w Bujanach, może o bibliotekarce Marcie :) Z książki "bije" niezwykły blask, czytając ją czułam ogrzewające mnie promienie słońca, a przecież za oknami okropnie zimno.

Przepisy podlaskiej kuchni zawarte w książce:
  • chłodnik litewski s. 394-395
  • kartacze s. 396-398
  • cytrusowa lemoniada s. 399
  • ciasta: marcinek, sękacz, mrówkowiec s. 400-402

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Zapoznanie - magdalenardo wita :)

Witajcie kochani!
Jestem zamężną trzydziestolatką i mieszkam sobie spokojnie w jednym z śląskich miast. Od września 2012 roku pracuję jako bibliotekarka w bibliotece szkolnej (wcześniej przez 7 lat pracowałam w świetlicy szkolnej). Uwielbiam czytanie, herbatę i scrapbooking, często niestety poświęcając czas jednej pasji brakuje mi go dla drugiej :( Najbardziej lubię czytać powieści obyczajowe i thrillery, czasem sięgam po romanse lub... książki dla dzieci i młodzieży. Kulinaria to moje niespełnione marzenia... mama i babcia to najlepsze kucharki na świecie. Tworzą cuda! Na samą myśl ślinka mi cieknie. Pod tym względem jestem czarną owcą w rodzinie, bo choćbym nie wiem jak się starała nic mi nie wychodzi. No może ostatnio jest trochę lepiej, ale nigdy nie dorównam mamie i babci. Czytam mnóstwo książek kucharskich, oglądam programy kulinarne, zbieram wszystkie dobre rady, rodzinne sekrety dotyczące tajnik gotowania i nic. Może właśnie dlatego lubię książki, w których można odnaleźć ciepłą, domową atmosferę z unoszącym się zapachem pieczonego ciasta czy rodzinnego obiadu. Uwielbiam podglądać bohaterów czytanych książek w kuchni i ich zmagania "z patelnią". Podejrzewam, że to właśnie dlatego trylogia nad Rozlewiskiem jest jedną z moich ulubionych książek. Jestem zakochana w spiżarce-ziemiance, przetworach i innych daniach przygotowywanych przez bohaterki. Niestety książkę czytałam dawno, gdy nie posiadałam jeszcze bloga i nie myślałam o recenzowaniu, dlatego nie pojawi się ona tutaj. Liczę jednak, że w niedalekiej przyszłości trafią w moje ręce książki w kulinariami wplecionymi w treść. Na początek umieszczę dwie recenzje książek, które przeczytałam niedawno, bądźcie czujni :)

Pozdrawiam - magdalenardo


Podczas rejsu po Bałtyku - Łeba 2009