Strony

sobota, 31 października 2015

Zobaczyć Sorrento i umrzeć


Konstancja Radolińska długo była dla mnie bardzo tajemniczą postacią. Nie znałam nawet jej nazwiska, wiedziałam tylko, że jest ona bardzo ważną osobą dla Jana Morawskiego - podróżnika, detektywa, który spokojnie mógłby złamać niejedno panieńskie serce,

Morawski - to główny bohater Zbrodni w błękicie oraz Abla i Kaina - kryminałów Katarzyny Kwiatkowskiej. Książek, które mnie zauroczyły – zagadką kryminalną, opisem dziewiętnastowiecznych dworków w zaborze pruskim, pysznościami kulinarnymi pojawiającymi się na tamtejszych stołach, ale przede wszystkim barwnymi postaciami – począwszy od głównych: Jana i jego kamerdynera Mateusza, poprzez mieszkańców dworku, czy pałacu, na służbie i sąsiadach skończywszy.

Tajemnicza przeszłość Jana Morawskiego, sugerowane mimochodem skandale, duży majątek, niejasne zajęcia, związane z wielkimi tego świata, liczne podróże, wzmacniały moje zainteresowanie w trakcie lektury. Związek Jana z Konstancją również był zaledwie sugerowany i pełen niedopowiedzeń. Jedno było wiadomo – drobna nawet wzmianka kamerdynera Mateusza o ewentualnej reakcji Konstancji na takie, czy inne działania Jana, nie pozostawiała wątpliwości, że liczy się on z jej opinią.  Nie da się ukryć, że autorka umiejętnie dawkowała informacje o swoich bohaterach, wzmacniając mój apetyt na kolejne książki.

I oto niespodzianka – oczekiwana trzecia część nie jest kontynuacją przygód Jana! Co więcej, miejsce akcji to też nie Wielkie Księstwo Poznańskie, ale upalne Włochy. Tym razem autorka przybliża nam postać Konstancji, wysyłając Jana w bardzo ważnej misji do Mediolanu, zamiast na wakacyjne spotkanie z prawie narzeczoną w Amalfi.

Konstancja dowiaduje się o zmianie planów przypadkiem – podsłuchując rozmowę brata z mocodawcą Jana – pułkownikiem Richardsem. Oczywiście nieładnie jest podsłuchiwać, ale jakże pożytecznie!
Oprócz informacji istotnych dla niej prywatnie, dziewczyna dowiaduje się szczegółów akcji mającej na celu zapobieżenie zamachom na kilku przywódców państw. Sprawa jest bardzo poważna, wszak 29 lipca 1900 dokonano udanego zamachu na króla Włoch Umberto I. Wszystko wskazuje na to, że w Hotelu Royal w Sorrento zaplanowane jest spotkanie spiskowców, a pośredniczką jest najprawdopodobniej francuska piękność Eleanor Duval. Spokój Konstancji zostaje wystawiony na próbę, a ego zranione, gdy słyszy, że Jan, zafascynowany śmiałością i ekstrawagancją Francuzki, był z nią kiedyś związany. W jednej chwili Polka postanawia rozwikłać intrygę i zdobyć w ten sposób podziw oraz zdecydowaną deklarację Jana.

Sorrento port 

Konstancja zręcznie wpływa na decyzję angielskiej ciotki, której towarzyszy i panie, zamiast do Amalfi, udają się do Sorrento. Szczęście im sprzyja i pomimo trwającego sezonu, dostają pokoje w upatrzonym, ekskluzywnym Hotelu Royal. Razem z Konstancją i czcigodną Victorią przebywa tam między innymi pułkownik Richards z młodziutką żoną, włoski duca di Nocera, wyemancypowana Amerykanka Hetty Chester z bratanicą Lawinią, rosyjski książę, Francuzi Eleanor Duval i towarzyszący jej niemal na każdym kroku, Julien de Preissac, niemieckie małżeństwo oraz Serb Paweł Tarkovic. Wśród tak zróżnicowanego narodowościowo towarzystwa z powodzeniem mogą ukrywać się spiskowcy polityczni, a niewinne rozmowy towarzyskie niejednokrotnie zmieniają się pojedynki słowne.

Nie mija wiele czasu i w hotelu dochodzi do morderstwa, a Konstancja podejrzewając, że może ono mieć związek ze spiskiem, postanawia więc rozwiązać również i tę zagadkę. Może jednak jest to le crime passionne? Wkrótce do gości hotelowych dołącza przystojny Amerykanin Jake Thornton, prawnik poszukujący skradzionych obrazów i sprawy jeszcze bardziej się komplikują.

Sieć wzajemnych powiązań i podejrzeń robi się coraz gęstsza. Okazuje się, że wielu z gości nie jest tymi za których się podaje, a ich słowa często nie pokrywają się z czynami. Trzeba przyznać, że autorka doskonale tka tę pajęczynę i umiejętnie, poprzez rozważania Konstancji, sugeruje czytelnikowi rozwiązania intrygi, by za chwilę zasiać niepewność i skierować uwagę na zupełnie inną postać.

Oprócz intrygi sensacyjnej i kryminalnej Katarzyna Kwiatkowska maluje słowami również szczegółowy obraz Sorrento, Neapolu i Capri u progu dwudziestego wieku. Zbytek luksusowych hoteli i wykwintnych posiłków kontrastuje z wszechobecną nędzą setek neapolitańczyków. Flegmatyzm Anglików, czy surowość protestanckich Niemców podkreśla krzykliwość południowców oraz ich żarliwą i widowiskową, ale pełną zabobonów religijność.

Gwar wąskich uliczek, zatłoczonych placów i zastygła cisza popiołów w Pompejach, duszące opary i wyziewy z krateru Wezuwiusza i szmaragdowe morze oraz baśniowa Lazurowa Grota na Capri.
Nie zabrakło też kulinarnych zapachów i smaków charakterystycznych dla południowych Włoch. Obowiązkowo musiała pojawić się prawdziwa, neapolitańska pizza.


Dochodziła pierwsza i na ulicach odbywało się wielkie kucharzenie: ziemniaki bąbelkowały w oleju, sardynki skwierczały na patelniach, pory kotłowały się w rondlach, pomidory przypiekały na blachach, makaron wrzał w saganach. Zewsząd dobiegały okrzyki sprzedawców reklamujących swój towar. (...) Największe tłumy kłębiły się jednak wokół stoisk z przysmakiem, który od stuleci stanowił specjalność Neapolu: było to ciasto smarowane oliwą, okładane pomidorami i tartym serem, a czasami także małymi rybkami. Nazywało się pizza i podobno zyskało uznanie samej królowej. By upamiętnić jej pochwały, ciasto upieczone w barwach włoskiej flagi nazwano pizza Margherita. Konstancja miała wielką ochotę na pizza i Jake chyba zauważył jej łakome spojrzenia, bo podszedł do sprzedawcy i kupił dwa kawałki. Pizzaiolo prawie oszalał z zachwytu, że due americani wybrali jego ciasto, ustawił swym gościom pod drzewem dwa rozchwierutane krzesełka, a potem krzykliwie informował przechodzących znajomych, że sława jego pizza dojdzie do samej Ameryki. [1]
Na straganach kusiły też kiełbaski, wędzone mięso, sery, owoce morza – homary, ostrygi, ośmiornice, małże, tłuste pączki i ciasta. Podczas pobytu we Włoszech nie mogło zabraknąć wizyty w trattorii. Bohaterowie delektują się spaghetti alla napoletana i tagliatelle alla bolognese, którym towarzyszy doskonałe chianti.

W trakcie pobytu w Sorrento Konstancja zakochała się też w dojrzałych, słodkich jak miód, figach.

Kosztowała (…) wszystkiego, najbardziej zachwycając się ciemnymi figami. Sprzedawca z uśmiechem podsunął Konstancji koszyk, a ona dotknęła ciemnofioletowej kuli, które pękła jej w dłoni. Zdążyła włożyć ja do ust, zanim całkowicie się rozpadła, ale po brodzie pociekł jej miód, a palce stały się lepkie. Oblizała je i wierzchem dłoni otarła twarz. Figa była jeszcze lepsza, niż dziewczyna się spodziewała: cieniutka skóreczka skrywała miriady drobnych pestek zatopionych w słodkim miąższu.[2]


Zamiana Jana Morawskiego na Konstancję oraz przeniesienie miejsca akcji do południowych Włoch wpłynęła bardzo odświeżająco na cykl kryminałów-retro Katarzyny Kwiatkowskiej. Konstancja, ze względu na to, że jest kobietą, jest zmuszona prowadzić swoje śledztwo w zupełnie inny sposób niż Jan. Ze względu na płeć ma dużo ograniczone pole manewru,  trzeba przestrzegać etykiety, a samotne spacery w niektórych dzielnicach Neapolu mogą okazać się niebezpieczne. Decyzja o prowadzeniu amatorskiego śledztwo to przełom w życiu Konstancji, wyrwanie się z ram konwenansów i poszukiwanie własnego 'ja'.

Zobaczyć Sorrento i umrzeć nie zabrakło żadnego z atutów, którymi kusiły poprzednie książki. Zagadka jest jeszcze bardziej misterna i wielopoziomowa, opisy jak już wspomniałam, realistyczne i bogate w szczegóły, poparte dokładnym przygotowaniem historycznym i topograficznym. Galeria postaci barwna i zróżnicowana, choć ze względu na o wiele większą liczbę bohaterów z konieczności każdy z nich ma trochę mniej czasu na prezentację. Moją ulubienicą została pełna niespodzianek cioteczka, czcigodna Victoria Greville.

Podobnie jak w poprzednich częściach są też książki w książce. Uwielbiam ten aspekt w pisarstwie pani Kwiatkowskiej – jej bohaterowie czytają i sporo można dowiedzieć się o ich charakterach po doborze lektur. Oczywiście tytuły nie są przypadkowe – to autentyczne książki dostępne ówczesnym ludziom. Na przykład Konstancja podsłuchując rozmowę brata z pułkownikiem Richardsem czuje się jak w powieści Williama Le Queuxa, a czyta Księżnę de Cleves, żona pułkownika Richardsa nowość London to Ladysmith via Pretoria Winstona Churchilla, ciotka Victoria świetnie się bawi przy lekturze Prostaczków za granicą Marka Twaina, zaś panna Hetty wprowadza atmosferę niepokoju wspominając w najmniej odpowiednim momencie powieść Banda Czarnej Ręki.

Wszystkich miłośników dobrze napisanych kryminałów-retro zachęcam do wycieczki do Sorrento. Nie dajcie się zwieść, wydawałoby się dość przeciętnym, gabarytom książki. Zobaczyć Sorrento i umrzeć ma stosunkowo małą czcionkę (co jest jedyną wadą tej książki) i te trzysta czterdzieści stron to tak naprawdę sporo więcej pysznej lektury.


[1]Katarzyna Kwiatkowska, Zobaczyć Sorrento i umrzeć, rozpisani.pl, Warszawa 2014, str.137-138
[2] jw. str. 111

Zdjęcie portu w Sorrento na licencji CC BY-NC-ND 2.0, autor Mariusz Kluzniak

Wpis o Sorrento pojawił się najpierw na moim blogu.